Pracownia Mikromodelarstwa i Historii Wojskowej
Nawigacja
Strona Główna
O nas
Forum
Artykuły
Linki
Galerie
Download

Szukaj
Kontakt
Obrazek dnia

Wizyta Nauczycieli ZWPEK - 22.10.2011
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
45 lat PMiHW
Użytkowników Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 125
Najnowszy Użytkownik: ReniaM
40 lat PMiHW
Facebook
Martola
Strategie
Reko
Ludzie ze stali


Dawno już nie był publikowany na stronie PMiHW nowy materiał historyczny, bojowy czy będący sprawozdaniem z realizowanych bitew. Znacznie więcej wykorzystywaliśmy forum dyskusyjne na naszej stronie, czy możliwość informowania o różnych wydarzeniach via pracowniany facebook.
Jest kilka powodów. Duża część licznej i znacznie odmłodzonej generacji aktualnych ludzi KH d. PMiHW jest „produktem dzisiejszych czasów”, co oznacza niezwykłą wręcz i niemal niezrozumiałą niechęć do czytania. Po drugie, a to już kwestia techniczna i wewnętrzny choć przejściowy kłopot PMiHW, dziwnie „zaniemógł” od ubiegłej jesieni dyżurny i pewny przez lata Marciniasty. Jakoś nie może sobie poradzić z dokończeniem i zamieszczeniem wielu materiałów, poczynając od okrągłej rocznicy pracowni i to zarówno w formie filmów, galerii jak na bieżąco potrzebnych prezentacji. Faktem jest też zaskakująco dotkliwa i niespodziewana awaria podstawowego komputera pracowni. Zakładałem, że z jako służbowym sprzętem należy formalnie z nim postępować i ta naiwność kosztowała mnie kilka nieszczęść razem. Po pierwsze, prosta awaria była usuwana przez ….pięć tygodni (sic) i nikogo absolutnie nie interesowało, że w tym laptopie jest wszystko, czego na bieżąco potrzebujemy. Cóż, oświata. Po drugie, z serwisu komputer wrócił w stanie gorszym niż był oddawany. Z nie działającymi wejściami USB itp. Musiałem się tym zająć odrębnie i zupełnie inaczej. Cóż, nauczka. Więcej tak nie zrobię. Po trzecie – ostatnio podczas wielu szkoleń zdałem sobie sprawę z przepastnej dziury, którą stanowi absolutny i ogromny brak wiedzy i rozumienia uważanych za podstawowe pojęć i określeń. Przy ogromnej rozpiętości wieku uczestników zajęć do pewnego stopnia było to przewidywalne i brane pod uwagę. Ale prawda okazała się bardziej tragiczna. Podczas omawiania np. morale wyszło, że pojęcie jest kompletnie niezrozumiałe, ba, pytano o znaczenie słów: bonifikata, taktyka, dowodzenie, wyszkolenie, elitarność, logistyka, koszty, jakość sprzętu. Żmudnie, spokojnie i serdecznie rozmawiając, prezentując, tłumacząc i wyjaśniając ciut zdołaliśmy osiągnąć. Ale-ciut. Część doznała szoku nadwyżki skumulowanej wiedzy. Miała percepcyjną trudność ze zrozumieniem poszczególnych pojęć. W gronie -w końcu przeselekcjonowanych i dobranych- naszych ludzi budzi to smutną refleksję co do bieżącego poziomu nauczania w różnych szczeblach szkół. Ani słowa więcej w tej sprawie. Opierając się właśnie na takich przesłankach i wyciągając wnioski postanowiłem -nieco ryzykownie- jeden z tematów do naszych artykułów dołączyć. Często trudno jest zrozumieć, dlaczego można przeczytać nasz materiał, a nie można książki…. Ponieważ wiele ostatnio rozmawialiśmy o szykowanej małej kampanii z lat II wojny na lądzie i wiele z przytoczonych pojęć się pojawiło i generowało lawinę pytań postanowiłem, że zaryzykuję. Wybrałem kontrowersyjny temat, trudny dla obcych ale atrakcyjny dla zainteresowanych. Cóż, po tym długim wstępie nieco opowiem o I Korp. Pz. SS. Dlaczego był tak groźny, silny i trudny do pobicia i dlaczego dowodzili nim i walczyli w jego szeregach Ludzie ze stali!!

Lato 1944. I Korpus Pancerny SS jest we Francji, na właśnie niedawno otwartym froncie zachodnim. Korpus nie wziął udziału w walkach w dniu lądowania i do walki był wprowadzany stopniowo. Niemniej jego części uczestniczyły w prawie wszystkich znaczących działaniach kampanii od 7 czerwca aż do ucieczki z kotła Falaise w końcu sierpnia, wraz z kontratakiem w Mortain i udowodnił, że jest przeszkodą –być może główną- dla posuwania się aliantów…

W jaki sposób I Korp. Pz. SS z jedną dywizją, która w innych armiach zostałaby uznana za niezdolną do działań i drugą, złożoną z nie doszkolonych żołnierzy, niewiele starszych niż dzieci zdołał dokonać w Normandii czynów tak dramatycznych i skutecznych – szczególnie, że działał bez wsparcia z powietrza? Nie zagłębiając się w szczegóły, cztery czynniki miały znaczenie: taktyka, morale, dowodzenie i wyposażenie.
W zakresie taktyki i łączności Niemcy ogromnie wyprzedzali zachodnich aliantów. Gdy współdziałanie na polu bitwy pomiędzy alianckimi czołgami i piechotą było jeszcze nieznaczne, a w wielu przypadkach ich piechurzy nie mogli kontaktować się z załogami czołgów, które widzieli w odległości kilku metrów, Niemcy stworzyli taktykę podkreślającą potrzebę bliskiego współdziałania czołgów, piechoty, artylerii i saperów. Wszyscy byli połączeni przez radio i zdolni do przegrupowania się, kiedykolwiek wymagała tego sytuacja. To żądanie elastyczności, połączone z naciskiem na wydawanie rozkazów przez radio oraz system szkolenia, kładący nacisk na nowatorskie myślenie, stworzyło przerażającą maszynę bojową. Jeśli idzie o morale i dowodzenie, nie ulega wątpliwości, ze ludzie z I Korp. Pz. SS mieli ślepą wiarę w Furhera i mocne, niewzruszone przekonanie, ze wojna może być i będzie wygrana. Prócz tego bliskie stosunki między oficerami, podoficerami i szeregowcami w dywizjach Waffen SS były jednym z głównych czynników ich zdolności bojowej. Te stosunki wynikały zarówno z kompetencji zawodowej, jak i nieustannego dzielenia niebezpieczeństw i trudów, których Niemcy doświadczyli podczas kampanii w Rosji. Doświadczenia alianckie z Afryki Północnej i pierwszych miesięcy we Włoszech były po prostu nieporównywalne. I o ile często napotyka się krytykę oficerów alianckich przez szeregowych żołnierzy, to wśród ich niemieckich odpowiedników jest to absolutną rzadkością. Obecność wyższych oficerów, nawet czterogwiazdkowych, na wysuniętych pozycjach bojowych, również była czynnikiem wzmacniającym zaufanie wśród młodszych dowódców i młodych żołnierzy I Korp. Pz. SS.
Pod względem wyposażenia, we wszystkich jego rodzajach z wyjątkiem samolotów, Niemcy mieli wyraźną przewagę. Szczególnie jest to widoczne w zakresie czołgów. Niemieckie PzKpfw IV i Pantery uzbrojone były w 75mm o dużej prędkości początkowej pocisków i pod każdym względem przewyższały alianckie czołgi napotykane w Normandii. Te ostatnie uzbrojone były w działa o mniejszej prędkości początkowej pocisków i co za tym idzie fatalnej zdolności przebicia pancerza. Tygrysy I, w które wyposażony był 101 batalion ciężkich czołgów SS z I Korp. Pz. SS ważyły solidne 57 ton i uzbrojone były w słynną armatę 88mm. Choć miały stosunkowo niedużą szybkość maksymalną i powoli obracały wieżą, w roku 1944 już zdobyły sobie przerażającą reputację, zgodnie z tym, czego pragnęła dla nich niemiecka propaganda.
Faktem jest, że każdy aliancki czołg mógł zostać zniszczony przez każdy czołg niemiecki z odległości aż do 1000m, a często i większej, natomiast dla kanonierów alianckich trafienie w gąsienicę, celownik czy armatę, by unieszkodliwić czołg niemiecki, było szczęśliwym przypadkiem. Zazwyczaj Tygrys był niewrażliwy na ciosy, nawet z bardzo małej odległości, wymierzone przez cokolwiek innego niż brytyjski Firefly (Sherman z armatą 17 funtową), lub rakieta wystrzelona z samolotu. Niemieckie samobieżna działa przeciwpancerne wyraźnie przewyższały alianckie M-10 i M-36 z ich działami 3 calowymi oraz 90-milimetrowymi. Ogromna większość alianckich dział przeciwpancernych była holowana. Niemiecka piechota była wyposażona w Pancerfausty, zdolne przebić pancerz o grubości 200mm. Ich amerykański odpowiednik, 60mm bazooka, nie potrafił przebić czołowego pancerza żadnego z czołgów niemieckich, a brytyjski PIAT, choć skuteczny aż do odległości 100m, był ciężki, nieporęczny i trudny w strzelaniu.
Niewiele było różnic jeśli chodzi o artylerię bezpośredniego wsparcia oraz średnią, chociaż Niemcy mieli względnie więcej dział samobieżnych. Ale niemiecka armata plot o bardzo wysokiej prędkości początkowej pocisku kal. 88mm była z najwyższą skutecznością używana jako artyleria konwencjonalna, w szczególności jako broń przeciwczołgowa, armata polowa kal. 100mm miała natomiast zasięg 25 km!! Na jednym polu Niemcy mieli wyjątkowy i przerażający monopol: wielolufowe wyrzutnie rakietowe znane jako Nebelwerfery. Wytwarzano je w trzech kalibrach:150mm,210mm i 300mm, o donośności odpowiednio:7,5 tysiąca, 9 tysięcy i 5,5 tysiąca metrów. Grenadierzy Pancerni SS z I Korp. Pz. byli uzbrojeni w wysoce skuteczne karabiny maszynowe, szybkostrzelnością deklasujące wszystko co posiadali alianci. Sumując można powiedzieć, ze w przeciwieństwie do żołnierzy alianckich napotkanych w Normandii, żołnierze I Korp. Pz. SS mieli wielkie zaufanie do własnej broni.
Dla dodatkowego wyjaśnienia zdolności bojowej obu dywizji wchodzących w Normandii
w skład I Korp. Pz. SS przytaczam szczegółowy opis metod stosowanych podczas szkolenia rekrutów w dywizji Hitlerjugend przekazany przez jednego z dowódców jej pułków:
„Jeśli idzie o młodzieńców jeszcze się rozwijających, zasady i formy wychowania musiały być w pewien sposób odmienne od stosowanych w jednostkach przy szkoleniu
i wychowywaniu starszych rekrutów. Wiele ustalonych zasad szkolenia wojskowego zostało zastąpionych nowymi, które, ogólnie rzecz biorąc, pochodziły od ruchu młodzieży niemieckiej z przełomu wieków, istniejącego nadal po dojściu do władzy Hitlera, ze zmianami dostosowanymi do nazistowskiego sposobu myślenia. W Dywizji nie istniały zasady dopuszczające jedynie stosunek podległości wobec przełożonych, słuchanie rozkazów i bezwzględne posłuszeństwo. Stosunki między oficerami, podoficerami i szeregowcami były relacjami pomiędzy starszymi i doświadczonymi oraz młodszymi kolegami. Autorytet oficerów wynikał z faktu, że byli oni mistrzami i bliskimi przyjaciółmi młodych żołnierzy. Starali się wytworzyć układy tak bliskie, jak w domu rodzinnym, o ile było to możliwe w warunkach wojennych. Chłopcy wychowywani byli w poczuciu odpowiedzialności, wspólnoty oraz chęci do poświęceń. Uczono ich zdecydowania, samokontroli, koleżeństwa i spostrzegawczości. Dowództwo dywizji było przekonane, że chłopcy osiągną więcej, jeśli uznają i zaaprobują sens swego przyszłego zatrudnienia i działalności. Dlatego powszechną praktyką było rozwijanie wszystkich tych zasad łącznie, w oparciu o szczegółową ocenę sytuacji. Podczas ich szkolenia kary cielesne nie były aprobowane. Krok defiladowy i podobne ćwiczenia nie były praktykowane. Wszystko skupiało się na szkoleniu do bitwy, a to odbywało się w najbardziej realistycznych warunkach, jakie tylko były możliwe. Tężyznę fizyczną osiągano przez uprawianie sportów, nie aprobowano natomiast marszów po drogach, gdyż uznawano je za niepotrzebne i szkodliwe. Strzelectwo wyborowe ćwiczono wyłącznie w terenie. Strzelanie do celów na strzelnicach zniesiono całkowicie. Kładziono duży nacisk na maskowanie, zarówno wizualne, jak i słuchowe, na maskowanie łączności radiowej, na zachowywanie tajemnicy oraz na walkę bezpośrednią, w warunkach dziennych i nocnych, przy użyciu ostrej amunicji.”
Podając ten artykuł pod Wasze przemyślenia chcę podkreślić, że w naszych bitwach liczy się zarówno znajomość danych taktyczno-technicznych sprzętu jak i świadomość kim dowodzicie. Wynikające z tabel bonusy, określenia punktów za „elitarność” czy dodawanie określonych wartości różnym formacjom mają mocne uzasadnienie w historycznej prawdzie i często wyjaśniają czemu np. kilka wozów po jednej stronie akcji znaczy wiele więcej niż masa pojazdów po drugiej. A z tego materiału uważam, że zrozumiecie lepiej wartość pojęć: morale, wyszkolenie, dowodzenie, taktyka. Porozmawiamy o tym jeszcze nie raz. Pomyślnych łowów na makietach. Instruktor

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.