Pracownia Mikromodelarstwa i Historii Wojskowej
Nawigacja
Strona Główna
O nas
Forum
Artykuły
Linki
Galerie
Download

Szukaj
Kontakt
Obrazek dnia

Wizyta Nauczycieli ZWPEK - 22.10.2011
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
45 lat PMiHW
Użytkowników Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 125
Najnowszy Użytkownik: ReniaM
40 lat PMiHW
Facebook
Martola
Strategie
Reko
Lotnictwo 1:144, II wojna światowa, szkolenie, akcje szkoleniowo-bojowe 2016 r


W środę 13 stycznia „pociągnięte” zostało potężne szkolenie. Mordercze. Młodzi oczekiwali i chcieli niewielu ogarniało, na co się porywają…
Prezentacja maszyn /mamy około tysiąca samolotów… z różnych państw, frontów, okresów wojny i teatrów działań wojennych…/, organizacja, typy, przeznaczenie, zasady użycia. Organizacja pracy na ziemi. Bazy lotnicze i lotniska polowe. Działania personelu naziemnego. Służby techniczne. Ich praca. Charakterystyki maszyn. Obrona terytorialna. Sieć obserwacyjno-meldunkowa. Organizacja opl. w różnych państwach i jej rozwój. Nowinki techniczne. Wreszcie- rodzaje operacji lotniczych. Zadania, cele, możliwości. Taktyka. Koszty i ekonomia!! I… ćwiczenia. Starty, lądowania, figury akrobacji lotniczej. Uzbrojenia pokładowe samolotów, strzelcy, przepisy. I …do maszyn!!! Dane taktyczno-techniczne. Łączność. Cztery kanały. Nawigacja. Rozpoznanie celów, widoczność, pogoda.
Bombardowanie horyzontalne. Walka w powietrzu. Tabele strzelań. Skutki losowe. Wszystko to punkt po punkcie: prezentowane, ćwiczone, wyjaśniane, wykonywane przez poszczególnych ludków. Kilka przerw, by zdołali, choć trochę przyjąć i zapamiętać.
W normalnym układzie rzecz niewykonalna, zbyt „przeładowana i skumulowana”. Tylko- to przecież członkowie KH PMiHW!!! Już z wielomiesięczną, lub kilku letnią praktyką. Głodni tematu!!
W przeciętnej szkole- rzecz nie do pomyślenia, ba narażenie się na zarzut braku profesjonalizmu, znudzenia, zmęczenia, nie dobrania metod. Dla nas nie znających – być może!! Tylko, powtarzam: to pracowniani dowódcy i kandydaci na takich. Ich miny.. Ich skupienie. Jeden drugiego uciszał. Ba: nie przeszkadzaj, warczał!! Trzeba nas było widzieć siedzących w wianuszku, na podłodze, wokół pudeł z samolotami, w otoczeniu sprzętu lotniskowego, przepisów, podstaw lotniczych, uchwytów. Pośród bunkrów, ciągników, beczek z paliwem, skrzyń z amunicją, wież łączności, anten radarów, na pasach startowych….




Bardzo brakowało mapy.
To bolączka niezwykle dotkliwa odkąd jesteśmy na Brożka. Map nie możemy używać, nie ma na nie miejsca!!! Draństwo i skandal, strata dla chłopaków niezwykle trudna do powetowania.
Jak im przestrzeń, odległość, położenie, bez map wytłumaczyć?
Jak mają to poczuć, ogarnąć, zrozumieć??
Jak pokazać zmieniające się prognozy pogody, uświadomić odległość, wysokość, potrzeby czas? Starsi wspominali i opowiadali, młodsi żalili, że tego brakuje… Mogłem współczuć i schodzić z tematu. By dodatkowo nie kopać w tępą oświatę…
Na sobotę zostały zapowiedziane działania na szerszą skalę. Kłopot polegał m.inn. na tym, że zostaliśmy w tę sobotę „zapędzeni” wyłącznie do sali. Bal dla maluczkich, niestety… „16” stała się szatnią, miejscem na zjedzenie czegoś. Duża część chłopaków fatalnie znosiła odgłosy z korytarza i tradycyjne w tygodniu, ale niewystępujące w soboty otoczenie rodem z krzyżówki żłobka i przedszkola. Część, w kilku falach, zwyczajnie nie wytrzymała psychicznie. Pierwsi poprosili o możliwość wczesnego wyjścia Mucha, Misiek, Stefan, Eryk. Niewiele później Sebastian, Krzyś, Paweł, Łukasz. Zostawałem sam z młodszymi i średnimi. Niektórzy twardo rezydowali przy stołach modelarskich szykując swe zbiory do prezentacji w mających się niedługo pojawić w korytarzu budynku gablotach. Wiemy o nich tyle, że będą szklane, oświetlone, zamykane. Tylko- nie wiemy nic o ich wysokości, szerokości, głębokości.. A są przecież szykowane opisy tego, co chłopaki pokażą. Jest szykowana informacja ogólna. Musimy przygotować podłoże, tła….
Cóż, oświata… Tak czy inaczej, od sobotniego poranka ruszyło przygotowanie i natychmiast podjęliśmy działania
w powietrzu. Pierwsza akcja obejmowała specjalną rzecz. Ju 87D w eskorcie dwóch Fw 190D ma przedrzeć się nad wskazany cel, odnaleźć go, zidentyfikować, zbombardować. Myśliwskie Foki mają go osłaniać, doprowadzić do celu i bezpiecznie odprowadzić do domu. Prostą przeszkodą był niemal natychmiast zawiadomiony o „bogeyach” patrol 303 Polskiego Dywizjonu Myśliwskiego.
Ju prowadził Mikołaj, FW Łukasz i Kuba. Spitfire V z 303 wiedli Gabryś i Wiktor. Ale, już podczas akcji za formacją Niemców zjawił się pełny dywizjon amerykański. Mustangi P51D. Prowadzili Wiktorio, Alek, Staś. Ta akcja została doprowadzona do końca i była powodzeniem Niemców. Cel znaleźli, zbombardowali, strat nie ponieśli, ba, zdołali lekko uszkodzić jednego z Mustangów. Kuba sprytnie „odciągnął” Spitfiry od Junkersa. Miał nieco szczęścia, bo nie trafiono go mając kilka poprawnie wypracowanych okazji…
Omówiliśmy akcję i przystąpiliśmy do drugiej. Chłopakom się podobało, choć nieco narzekali na system kostkowy, dość wymagający w zakresie interpretacji i podciągniętych wymogów. Dlatego uznano, że druga akcja będzie z zastosowaniem drugiego systemu strzelań. W końcu, poznawano różne sposoby..
Przenieśliśmy się na Pacyfik. Amerykański dywizjon Marauder B26 /średnie bombowce/ w bezpośredniej eskorcie Dywizjonu Lightingów P39 /ciężkie myśliwce/ i z ze średnią eskortą Dywizjonu Thunderboltów /myśliwce dalekiego zasięgu/ miał w samo południe znaleźć, zidentyfikować, zaatakować i zniszczyć cel na wyspie, której twardo bronił japoński garnizon.




"Twardo" oznaczało w tym przypadku, że Japońscy piloci mieli przechwycić i zniszczyć „za wszelka cenę” bombowce, mając jednocześnie kategorycznie zabronione wdawanie się w walki z myśliwcami USA. Ba , łatwo powiedzieć, tylko, jak to zrobić... Do boju zostały skierowane dwie formacje groźnych myśliwców. Hayate i George. To oczywiście kodowe, alianckie określenia. Szybko doszło do wzajemnego rozpoznania i ostrych starć. Jeden z myśliwców Japońskich Wiktora dość szybko „oberwał”, a skutek losowy nakazał mu zniknięcie w chmurach i powrót do bazy. Dla odmiany, jeden z Marauderów „dostał swoje” od wspólnie i konsekwentnie idących na cel Japońców, mimo zgranej współpracy strzelców pokładowych. I w tym wypadku skutek osowy trafień był twardy. Zniszczenie busoli, radia, konieczność zrzutu ładunku, pożar /szczęśliwie, natychmiast ugaszony!!!/ i natychmiastowy powrót do swej bazy, w dodatku możliwy wyłącznie z towarzyszącym i prowadzącym innym, własnym samolotem. Orły nie chcieli słyszeć o skończeniu akcji mimo późnej godziny… Cóż, maszyny stoją na podstawach, dokończą przy najbliższej możliwej okazji.
Cieszę się, że się spodobało. Sobota mnie niemal „wykończyła”. Tłum moich, dwie w pełni angażujące akcje bojowe wymagające stałej obecności i uwagi, odpowiedzi na setki pytań od kilkudziesięciu swoich –co jest OK-, ale w otoczce wrzasków i dźwiękowej, nieustającej kontry z korytarza spowodowały, że do domu szedłem jak potłuczony. Odprowadzałem Alka i Łukasza, ale potem mnie odprowadzali Mikołaj i Kuba. Kuba dosłownie pod dom. Dziękuje serdecznie. Zadowolony jestem kiedy widzę i czuję zadowolenie moich Orłów. A Oni, mimo niedogodności otoczenia i atmosfery, byli tej soboty „realy so happy!!!”







Powodzenia życzę Panom Pilotom i parzystej sumy startów i lądowań. Instruktor


Komentarze
markiewicz02 dnia styczeń 17 2016 22:59:36
Mała poprawka to były fw. 190 a-8 11 jagersmiley
S Rakowiecki dnia styczeń 18 2016 15:28:15
Fakt, masz rację. Brawo. Instruktorsmiley
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.