Pracownia Mikromodelarstwa i Historii Wojskowej
Nawigacja
Strona Główna
O nas
Forum
Artykuły
Linki
Galerie
Download

Szukaj
Kontakt
Obrazek dnia
Grupa Komandosów
Afryka Północna 1942-43 - kwiecień-maj 2012
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
45 lat PMiHW
Użytkowników Online
Gości Online: 2
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 125
Najnowszy Użytkownik: ReniaM
40 lat PMiHW
Facebook
Martola
Strategie
Reko
Bitwa inauguracyjna we wrześniu 2016 r., jej ocena i plany na najbliższą przyszłość


Po wyjątkowej jak na stosunki i tradycję KH PMiHW przerwie wakacyjnej środowisko było „wygłodniałe” bitwy. Szybko też zdecydowano, że bitwa musi –po raz kolejny, bo okres jest „na fali”- być z krucjat. Ale, jak to ja, postawiłem wyrażając zgodę kilka warunków. Podciągamy poziom dowodzenia, a wobec tego wymagania, cel i osiągnięty rezultat musi być dodatkowo i to poznawczo zdefiniowany. Zaakceptowano. Scenariusz został przygotowany i przedstawiony już z uwzględnieniem powyższego. Tak więc po obu stronach miału wystąpić kontyngenty prowadzone przez sojuszników realizujących postawione im z zewnątrz rozkazy wskazujące siły, zadania, czas realizacji, warunki logistyczne i ekonomiczne. Ale, tenże scenariusz z góry zakładał pozostawanie wzajemne sojuszników w równorzędnej roli. A to oznaczało brak możliwości narzucania własnych potrzeb, dużą samodzielność dowódców i pewne hm, utrudnienie. Ponieważ stosunkowo niedawno skończyliśmy budowę zamku Ibelin, więc ten właśnie obiekt stał się celem do zdobycia dla Saracenów. „Ciapatych” mieli poprowadzić Krzyś i Wiktorio. W pobliżu linii demarkacyjnej rozłożyli swe obozy i w drodze wzajemnych uzgodnień ustalili plan wspólnego działania. Wiktorio wziął na siebie wykonanie szturmu, dostał stosowne machiny, miał też poradzić sobie z całą –z punktu widzenia Saracenów- lewą flanką Krzyżowców. Prawe skrzydło przypadło Krzysiowi. Ten miał związać i odciągnąć maksymalną ilość jednostek chrześcijańskich od samego zamku, uderzyć na ich obóz oddalony od Ibelinu, zaangażować i zniszczyć ile się da sił jak najdalej od samego zamku. Po stronie krzyżowców wystąpiło czterech dowodzących. Jan odpowiadał za połowę strefy przygranicznej wraz ze wspierającym i operacyjnie podległy mu kontyngentem Eryka. Hrabia i Baron Ibelinu mógł polegać na hufcach Eryka; obaj wiedzieli, że przyjdzie im zmierzyć się z Wiktoriem i przed nim właśnie mieli się obronić. Przyjęli ciekawą metodę znaczną część sił lokując poza zamkiem i chcąc obejść skrzydło Saraceńskie, a podczas próby ew. szturmu uderzyć na nie od flanki. W obozie rozłożył swe siły i obsadził resztę strefy przygranicznej Kuba, współdziałający z hufcami -jemu z kolei podległego operacyjnie, ale działającego też całkowicie samodzielnie- Alka. Dochodząco włączał się tu ósmy dowódca Łukasz.




Obserwując poczynania stron postanowiłem nie ingerować w taktyczną warstwę poczynań. Interesowały mnie: ocena działań, decyzje dowódców, skuteczność i konsekwencja dowodzenia. Mniej sam rezultat czy wynik. Do akcji poszły naprawdę duże siły na stosunkowo obszernym terenie nastawnym. Ciekawostka jest, że wszystkie jednostki strony chrześcijańskiej zostały wystawione przez dwóch tylko ich wykonawców i autorów, tj. Jana i Kubę. Nie chcę relacjonować samego przebiegu działań w trzy kolejne soboty następujących po sobie, z jednym dzień dodatkowo, w środku tygodnia. Od razu przejdę do oceny tego, co z mojego punktu widzenia miało być ważne. Na wysokie uznanie za plan, dowodzenie i konsekwentną realizację wyznaczonych zadań zasługują Jan i Krzyś. Co ciekawe, Jan jako jeden ze strony wygranej, Krzyś, mimo udziału w akcji po stronie, która sukcesu i celu nie osiągnęła. Gorzej wypadł Kuba, co odrębnie dookreślę, słabiutko i nieco bez polotu Wiktorio. Na ich tle przyzwoicie, choć bez specjalnych zasług, poradził sobie Eryk. Wykazał dużo cierpliwości tkwiąc konsekwentnie, jak cierń, tuż obok przemieszczających się niemal pod jego nosem licznych tłumów pieszych Wiktoria. Pozostawał też, nieco za długo na swych wysuniętych pozycjach w innej części pola akcji Alek. Spóźnił się z wyruszeniem na odsiecz zamkowi, co było zresztą tyleż jego, co i Kuby winą…Kuba- tu wracam zgodnie z wcześniejszą sugestią- wykonał zupełnie nieprawdopodobną „operację” wyruszając na czele silnego hufca ciężkiej jazdy na głębokie zaplecze Saracenów, zabierając na tę wyprawę głównodowodzącego (sic!!) kierując się na obóz kontyngentu Krzysia i ..porzucając tym samym resztę swoich jednostek na głębokich tyłach oraz w miejscach nie przeszkadzających w realizacji zadań Saracenom. Krzyś zrewanżował się podobną akcją szalejąc na terenach Krzyżowców swoimi jeźdźcami, wypędzając z obozu garnizon Kuby i wychodząc na głęboki zaplecze zamku Ibelin. Tyle, że mimo licznych utarczek „po drodze” poopróżnianie obozów znaczenia dla realizacji celów nie miało.



Co więcej, nie mogę nic pozytywnego o porwanej sieci dowodzenia powiedzieć, bo po obu stronach/ Kuby, chrześcijańskiej szczególnie/ motywacje lokalnych dowódców co do podejmowania w danym momencie określonych decyzji- oględnie mówiąc nie stały na rzetelnych podstawach. To, że były garnizon obozu Kuby „tknięty genialnym przeczuciem” we właściwym momencie i ratując własną skórę zbliżył się i usiłował dostać do Ibelinu było hm, ciekawie, ale nieco bezzasadnie wykonane. Długie zwlekanie przez Wiktoria z podjęciem ataku na zamek bez jednoczesnej decyzji odsunięcia ewidentnego zagrożenia skrzydła fatalnie go obciąża. Doprowadziło do jednoczesnej walki o mury i pod murami, z odpieraniem ataków jazdy Chrześcijan z tyłu i z boku (sic!!), ba , walki z pieszymi hufcami tak Jana jak Eryka! To, że Saraceni uznali się za stronę, która nie jest wygrana w tym starciu raczej w tej sytuacji nie dziwi. Krzyś widział, że nie najlepiej poczyna sobie jego sojusznik, niemniej zgodnie z założeniami nie rozpędzał się do ponoszenia nadprogramowych strat w siłach własnych. Jan ze spokojem czekał jak w zastawioną przez niego pułapkę wejdą siły Wiktoria nie mogąc się nadziwić, że to jednak stosunkowo łatwo idzie. Sam nie uniknął ”pewnego naciągania” w zakresie dowodzenia, ale to ja szczególnie właśnie na te aspekty kładłem nacisk.
Nad czynnikami organizacji, planowania, dowodzenia, zachowania kontroli nad podległymi jednostkami, nad podejmowaniem decyzji opartej o realia znane lokalnym, miejscowym dowódcom, w zależności od szkolenia, morale, doktryny państwa i okresu, kompetencji i umiejętności korpusu oficerskiego będziemy pracowali w najbliższym czasie. Obejmie to wysublimowana i dobraną grupkę, w której składzie znajdą się: Krzyś, Jan, Kuba, Wiktorio, Eryk, Mikołaj, Łukasz, drugi Mikołaj (Kopernik) i Alek. Ruszymy z tymi pracami na bazie trzech okresów, w kolejności: Wojny XXX letniej (rozszerzonej), Napoleńskiego i IIww na lądzie; nie niszowo, a od lipca 1943 poczynając. Dlatego wymienieni powinni szybko ustalić i zharmonizować czas swojego bywania tak, by jedno popołudnie w tygodniu byli zawsze jednocześnie. Drugim nurtem będzie szkolenie młodszych. Tu równolegle będzie trwała SWP (szkoła walki piechoty), podstawowe szkolenia z różnych okresów, w zakresie modelarskim – indywidualnie przy figurach i modelach pod nadzorem Muszki, w zakresie modelarstwa ogólnego bezpośrednio ze mną.




Powodzenia życząc jedna uwaga absolutnie ważna: Proszę szczególnie najmłodszych o pilne uzgodnienie z Rodzicami przewidywalności i regularności waszego bywania na zajęciach. Nie mają z tym problemu Konrad, Wiktor, Gabriel, Staś, Paweł, Łukasz G czy podobni, ale już Paweł N, Ignac, Wojtek, Szczepan, Andrzej, Zosia i im podobni są -niemal absolutnie- nie przewidywalni. A to dobrze nie rokuje…. Pomyślnych łowów na makietach - Instruktor

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.