Pracownia Mikromodelarstwa i Historii Wojskowej
Nawigacja
Strona Główna
O nas
Forum
Artykuły
Linki
Galerie
Download

Szukaj
Kontakt
Obrazek dnia

35 lat PMiHW - zdjęcia z obchodów
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
45 lat PMiHW
Użytkowników Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 125
Najnowszy Użytkownik: ReniaM
40 lat PMiHW
Facebook
Martola
Strategie
Reko
Bitwa z okresu Wojny XXX letniej, po nowemu…


Po długim okresie szkolenia –o którym kilka słów dalej- wczoraj, 8 października 2016r rozpoczęła się BITWA…
Samo szkolenie było kłopotliwe. Kolejny „rzut” pracownianych, Klubowych Dowódców został poddany intensywnemu szkoleniu. Objęło ono prace na mapie, metodologię pracy sztabowej, logistykę i ekonomię, poznanie zasad przygotowania i pisania rozkazów i meldunków, wreszcie- konkretne opracowanie samodzielnie (sic) pełnego planu wydania i stoczenia –właśnie bitwy!. Czyli: mam spis jednostek, mam pewne informacje o nplu, przeprowadzam odprawę z dowódcami poszczególnych pododdziałów, mam swój autorski pomysł-koncepcję-wizję co i jak mam zrobić. Rozmieszczam na mapie swoje jednostki, wydaję rozkazy lokalnym dowódcom tak, by wiedzieli co, kto, kiedy, gdzie i jak ma zrobić. Określam i nanoszę na mapę na kilka godzin naprzód planowane posunięcia swoich jednostek. Robi to każdy. Do momentu /kontrolowanego przez prowadzących (ja i Mikołaj)/ dostrzeżenia czegokolwiek na wystawionych makietach są widoczne jedynie rozpoznane wcześniej obiekty: naniesione umocnienia, zarysy obozów stron… Ale – ani sztuki ludzi… Jest podane z jakich pozycji rozprowadzamy swe siły… Wiadomo, kiedy po nakazanym –bo widocznym dla npla- wystawieniu konkretnego pododdziału należy po każdym kolejnym ruchu, bądź symultanicznie położyć przy pododdziale odwróconą kartkę z rozkazem taktycznym.. A zobowiąże ona do wykonania czegoś bez względu na to, co za moment zrobi nasz przeciwnik.




Już w fazie szkoleń -niezależnie od prac modelarskich czy bieżących manewrów dla podciągnięcia umiejętności walki poszczególnymi rodzajami wojsk- były kłopoty z regularnością obecności niektórych. Częściowo z winy Rodziców, częściowo z prozaicznych powodów. Jedno i drugie zemściło się srogo. Czterech z jednej i z drugiej strony rzeczywiście się mocno przygotowywało. Jednak dały o sobie znać braki wiedzy, staranności, faktycznego myślenia i nieumiejętność przewidywania. Po kilku wstępnych „przeglądach” szykowanej dokumentacji-mapy, rozkazy, planowane posunięcia mieliśmy z Mikołajem okazję zwrócić szereg uwag mających wyeliminować proste pomyłki, podnieść staranność wykonania, czytelność. Ale i nakazać poprawienie w sytuacjach, kiedy błędnie naniesione pozycje, czasy, czy nie uwzględnienie wielkości (długość, szerokość kolumn jednostek, lub ich nieproporcjonalne „oznaczenie” na mapie) były skutkiem grzechów wstępnej nauki.. Ale, skoro pojawiły się komunikaty dowódców, że zaczynamy, bo wszystko jest gotowe rzeczywiście zaczęliśmy… I… no właśnie. Tu już żartów być nie mogło.
Wczoraj dostaliśmy kompletną dokumentację, najpierw strony katolików. Część formalna interesowała nas w zakresie poprawności wykonania, bo niejako na deser zostawialiśmy -od razu widoczne- błędy decyzji, rozmieszczenia jednostek lub sposobów ich użycia. Ale, w tej fazie w rozkazy i decyzje dowódców nie wolno nam było ingerować. „Puściliśmy” akcję tak, jak była przygotowana. Jak była…. Po stronie Szwecji od początku było widać przemyślenie koncepcji, planu rozmieszczenia, wyprowadzenia jednostek i ich rozwinięcia tak, by zamiar zrealizować. Po stronie katolickiej na wysokości zadania stanął słownie jeden dowódca. Johny. Kompletnie fatalnie wypadł Wiktorio. Nie tylko źle zaplanował, rozmieścił i oznaczył swoje formacje jazdy, ale o niektórych w ogóle zapomniał, innym kazał stać i czekać aż zobaczą npla i wówczas dostaną rozkazy do działania. Zupełnie tragicznie rozlokowany został Regiment Dragonów na katolickim prawym skrzydle. O dwóch chorągwiach zapomniano, nie użyto dowódców, nie nakazano żadnych ruchów. A trzy rozmieszczone chorągwie miały za plecami potężny i ruszający zdecydowanie naprzód szyk własnej piechoty. Ta więc ruszyła i rozpędziła własnych zaspanych jeźdźców… Tak z akcji Regiment Dragonów „wypadł”…Jeden z pułków jazdy ciężkiej został uruchomiony przez Johnego, bo nie było rozkazów ani na mapie oznaczenia kiedy, o której godzinie ma ruszyć.. Drugi z Regimentów ciężkich został wprowadzony połową swej wielkości, o drugiej …zapomniano…Tak wynikało z mapy.. Jeszcze śmieszniej /tylko, to niestety nie jest śmieszne/ działo się na katolickim lewym skrzydle. Piechota rozpoczęła swą akcję ponad 600 metrów za ruszającymi dwoma regimentami własnej jazdy. Regimenty piesze wyszły w pole w kolumnach marszowych, w rozwinięciu „skwadrony w linię”, z lekkimi działami pomiędzy skwadronami, za to kolejno, jeden za drugim i trzecim…W tym czasie jazda –też w szykach zwartych kolumn- ruszyła szybko do przodu! Doprowadziło to do lawinowego wystawienia dużej liczby jednostek i … nie wpłynęło na postawy dowódców Regimentów jazdy katolików. W efekcie, mimo widocznego rozmieszczania na pozycji poważnej artylerii rezerwowej Szwedów jazda katolicka dostała się pod niezwykle skuteczny i silny ostrzał. Efekt: ciężkie, liczne straty, odrzucenie i spowolnienie… Co więcej, po trzech godzinach akcji katolickie regimenty piechoty lewego skrzydła nadal niemal defiladowo idą po swą nieuchronną zagładę dość niefrasobliwie i ślepo wykonując wcześniejsze rozkazy. A obaj tu dowodzący –Eryk i Alek- z opóźnieniem "wyciągnęli" własne armaty (rezerwowe), ba mając je –dość „rozrywkowo”- na własnym lewym, skrajnym skrzydle. Doprawdy, miło było widzieć satysfakcję Krzysia i Kuby, prowadzących w tej części pola walki swych Szwedów. Poprawnie, choć dość nerwowo radził sobie Łukasz. Jeszcze niezaangażowany w bezpośrednie starcia -kolejny dowódca Szwedów. Johny /katolik/ dostawał „czegoś”; po „przygodach” z fatalnymi błędami Wiktoria nie mogąc w żaden sposób, /bo sam był w pozycji, z której praktycznie nie widział, co dzieje się na jego lewym skrzydle/ wpłynąć na swoich skrzydłowych dowódców…



Dalszy przebieg działań będzie nie tylko pouczający /a bardzo się uczestnikom taka forma bitwy podoba/, ale doprowadzi do arcyciekawego rozwoju wydarzeń. Tylko, niektórzy drogo zapłacą za swoje słabe przygotowanie… Szkoda Johnego, bo włożył dużo pracy, a widzi i rozumie błędy swoich partnerów, za które i jemu przyjdzie zapłacić dotkliwą cenę… Tyle relacji na ten moment, sądzę, że życie dopisze ciąg dalszy…. Pozdrawiam Dowódców. SR

Komentarze
markiewicz02 dnia październik 10 2016 22:54:03
Instruktorze może lewo skrzydło katolicki chcę się honorowo poddać a co do moich armat 100%skill zero farta
lukasz04 dnia październik 12 2016 20:52:13
smileysmileysmileysmileysmileysmileysmileysmiley
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.